KRONIKA

Projekt polsko-niemiecki (9-13 stycznia)

 

Relacja w wyjazdu

 

Chęć zmieniania świata zawsze była celem młodzieży. Szkoda, że przyjęło się stwierdzenie „Dzieci i ryby głosu nie mają". Całe szczęście, grupa genialnych ludzi utworzyła projekt polsko-niemiecki „Mission Diversity", polegający na zintegrowaniu ludzi i przełamaniu stereotypów i uprzedzeń dotyczących homoseksualizmu, rasizmu, ksenofobii i wielu innych. Celem tego projektu nie jest tylko przekaz, ale wdrażanie przekonań w życie codzienne i ukazanie go z różnych perspektyw.

Przede wszystkim nie były to wakacje, ale umysłowa harówka - skupienie od 9 rano do 9 wieczorem.

 

Pierwszy kontakt …

Zmęczeni dziesięciogodzinną podróżą zaczęliśmy intrygujące, ale niesamowicie ciekawe zajęcia. Prawdą jest, że oczekiwania rozbiegały się z rzeczywistością, bo wielu z nas wolałaby w tym czasie leżeć do góry brzuchem. Uważam jednak, że zostałam pozytywnie i mile zaskoczona intensywnością zajęć.

 

Pierwszy dzień zajęć …

Kolejny dzień również był pełen wrażeń. Nasz sympatyczny prowadzący już od początku dostrzegł, że jesteśmy zgraną i wesołą grupą. Aby rozbawić i rozluźnić atmosferę, chłopcy postanowili złamać zasadę (bo po cóż one są?) celowo. Spóźnili się na poranne zajęcia dosłownie minutę. Każdy spóźniony miał obowiązek przedstawić zwierzę tańcząc. Było naprawdę zabawnie. Po głupkowatym przedstawianiu pawia przez Czarka i Łukasza, nadszedł moment na zaprezentowanie szkoły - zarówno przez grupę niemiecką, jak i polską. Myślę, że możemy być z siebie dumni, bo zapewne nie byliśmy tak dobrze przygotowani (wizualnie), jak nasi rówieśnicy z Niemiec, ale dzięki współpracy i zgraniu, subiektywnie i w sposób umiejętny zobrazowaliśmy naszą szkołę. Poruszyliśmy wiele aspektów dotyczących między innymi mentalności uczniów, a różnic występujących u osób przychodzących z gimnazjum i ich oczekiwaniach. Ciekawą dla mnie sprawą było wskazanie szkolnych tematów tabu. Udowodniliśmy, że nauka dla nas jest priorytetem. Wydaje mi się, że wypadliśmy bardzo dobrze - jako szkoła z zasadami, ale bardzo unowocześniona i oczywiście wypełniona fantastycznymi i tolerancyjnymi uczniami! 

 

Warsztatów c.d.

Kolejnym punktem były warsztaty. Dotyczyły ludzi tolerancyjnych i zaślepionymi stereotypami. Uważam, że każdy ma prawo do miłości. Rozważaliśmy między innymi zagadnienia dotyczące bezrobotnych, np. „Każdy bezrobotny jest leniwy". Naszym zadaniem było obalenie tego stereotypu i przeobrażenie go w zdanie bardziej stosowne i prawdziwe, nikogo nieurażające ani nikomu uwłaczające. Dowiedzieliśmy się, że każdy stereotyp ma kilkanaście ukrytych sensów; na przykład mówiąc „każdy”, mamy na myśli całą ludzkość niemającą pracy (a przecież śmieszne byłoby sianie takiego fermentu, bo nie wszyscy muszą być nierobami żerującymi na zasiłkach). Najciekawszą sprawą, lecz w rzeczywistości najtrudniejszą i najważniejszą, była burza mózgów na temat inicjatyw w szkole, integrowanie nas - uczniów w sprawy ważne i ważniejsze. Mówiliśmy o zorganizowaniu warsztatów i debat dotyczących ksenofobii, rasizmu, homofobii, stereotypów. To będzie bardzo trudne zadanie do wykonania, gdyż nasuwa się pytanie: Co my, ryby, jesteśmy w stanie zrobić? Otóż dowiemy się tego niebawem.

 

Wycieczka do Berlina …

Kuriozalnym doświadczeniem była wizyta w meczecie w dzielnicy Berilna, Kreuzberg. Było to miejsce inne, różniące się od kościoła katolickiego. Przede wszystkim, przed wejściem każdy musiał zdjąć buty. Poczuliśmy dziwny zapach i ciepło tętniące z jaskrawozielonych dywanów. Na próżno szukaliśmy konfesjonałów, obrazów czy organów, gdyż po prostu ich tam nie ma. Mieliśmy zaszczyt nauczenia się obrządku modlitewnego, skrupulatnie przeanalizowaliśmy znaczenie każdego ruchu wykonującego przez modlącego. Z pewnością nie zapomnę ludzi tak zafascynowanych modlitwą.

Czymś ciekawym, ale niezaskakującym były warsztaty w siedzibie organizacji „Pokaż twarz". Dotyczyły nazizmu, masowej zagłady  Żydów i dotyczących ich ograniczeń. Panujący tam klimat jest nie do opisania, a fakt, że kilkupokojowe pomieszczenie znajduje się pod stacją metra, tworzył zniewalający efekt i poruszył moje serce od pierwszej chwili.

 

Muzyka jednoczy ludzi!!!

Zupełnym, zaniedbaniem byłby brak wspomnienia o wspaniałych dyskotekach, które zerwały na nogi nieśmiałych Niemców! Nasz hit narodowy „Ona tańczy dla mnie" tak się spodobał niemieckim kolegom, że próbowali nauczyć się tekstu. Oczywiście nieskutecznie, ale liczą się chęci! Myślę, że po wizycie wesołej, rozbawionej i tętniącej życiem grupy, obaliliśmy kolejne stereotypy. Niemcy nie są już drętwi, a my pijani wyłącznie tańcem.

 

 

 

                                                                                                          Martyna Rusak, 2c

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

BIP RSS
 
CMS Toruń